Paul Anderson – rocznik 88 to jeden z najbardziej utalentowanych skrzydłowych swego pokolenia. Młody pomocnik może występować na obu flankach, posiada dobre umiejętności techniczne i szybko porusza się po boisku. Anderson został zaproszony na testy na Anfield w 2006 roku, gdzie swą grą przekonał do siebie skautów LFC, którzy rychło podpisali z nim kontrakt. W maju 2006 roku zdobył w dodatku z drużyną Akademii młodzieżowy Puchar Anglii (FA Youth Cup), gdzie był wyróżniającą się postacią w swej drużynie. Skrzydłowy zdążył już wystąpić w pierwszej drużynie The Reds, lecz tylko podczas przedsezonowego sparingu z
Wrexham w lipcu 2006 roku, gdzie już po 5 minutach gry wpisał się na listę strzelców. Wymarzony debiut ? Nie całkiem, gdyż kariera młodzieńca od tej chwili wyrażnie spowolniła i z powodu braku gry na Anfield, został on wypożyczony do Swansea City, drużyny występującej na co dzień w League One, odpowiedniku trzeciej ligi. Anderson spędził w Walii cały sezon 2007-2008, gdzie był regularnie chwalony i wybierany najlepszym graczem meczu. To wystarczyło, by pomóc zespołowi Swansea w awansie do Championship, natomiast sam Anderson 9 razy pokonywał bramkarza rywali. Nasuwa mi się jedno pytanie, od dawna mówi się, że na gwałt potrzebujemy skrzydłowych, czyż nie warto dać szansę młodziutkiemu Andersonowi, który naprawdę może stać się rewelacją nadchodzącej kampanii Premier League i czołowym graczem na kolejne sezony ?
Nabil El Zhar – rocznik 86 to przebojowy ofensywny pomocnik bądź napastnik. Mimo tego, iż ma już blisko 22 lata, to nie potrafił jak na razie wyrobić sobie marki w Liverpoolu, lecz Marokańczykowi z pewnością nie brakuje ambicji. Sympatycy Liverpoolu zapamiętali go głównie dzięki przepięknej bramce strzelonej drużynie Robbi’ego Fowlera, Cardiff City w listopadzie 2007 roku w ramach III rundy Carling Cup. El Zhar całkiem nieżle radzi sobie w drużynie rezerw, lecz niestety ciężko jest mu przebić się na stałe do seniorskiej drużyny z powodu dużej konkurencji na jego pozycji. Cóż, Nabil to mimo wszystko etatowy reprezentant Maroka, ponieważ w 2005 roku bronił barw Lwów Atlasu na młodzieżowych Mistrzostwach Świata, a w tym sezonie był regularnie powoływany do dorosłej reprezentacji, z którą uczestniczył w Pucharze Narodów Afryki w styczniu 2008 roku.
Damien Plessis – rocznik 88 to w dwóch słowach kopia byłego już gracza Poolu, Momo Sissoko, gdyż obaj zawodnicy prezentują bardzo podobny styl gry, natomiast z wyglądu Francuz również mógłby pokusić się o miano młodszego brata Sissoko. Plessis rozpoczął swą karierę w szkółce młodzieżowej Lyonu, gdzie grał u boku między innymi aktualnych gwiazd ligi francuskiej, Karima Benzemy oraz Hatema Ben Arfy. Jednak los nie uśmiechnął się do czarnoskórego pomocnika, ponieważ nie udało mu się zadebiutować w drużynie OL prowadzonej wówczas przez dobrze nam znanego Gerarda Houillera i Plessis musiał pożegnać się z klubem w sierpniu 2007 roku, podpisując 3-letni kontrakt z The Reds.
Jego imponujące występy w rezerwach wpadły w oko Benitezowi, dlatego Hiszpan postanowił dać zadebiutować pomocnikowi w ligowym starciu z Arsenalem w kwietniu 2008 roku. Francuz spisał się jak na debiut rewelacyjnie, imponując spokojem zarówno w odbiorze, jak i w rozgrywaniu piłki. Podobnie jak jego koledzy Nemeth i Insua, Plessis od przyszłego roku będzie trenował z podstawową drużyną LFC, gdzie z pewnością pokaże jeszcze pełnię swych umiejętności.
Ta piątka graczy ma zdecydowania największe szanse na zaistnienie przed The Kop, ponieważ to oni robią na sztabie szkoleniowym The Reds największe wrażenie, lecz nie należy zapominać o kilku innych piłkarzach, może troszkę młodszych, którzy bez wątpienia zdążą jeszcze zaimponować obserwatorom, chociażby za kilkanaście miesięcy.
O kim mowa ? Otóż chodzi tutaj o „młodszą z młodzieży” czyli o tych piłkarzy, którzy w niektórych wypadkach nie ukończyli nawet 18-stu lat, lecz prezentują ogromny potencjał i nie należy wątpić, że Liverpool będzie miał z nich wielki pożytek.